niedziela, 9 października 2016

Pędzle, pędzelki, pędzlusie, pędzelcie, czyli Kaien kocha w dupę (a jak nie, to spenetruje mnie główką Afrodyty)

SENJU

Obudziłem się w świetnym nastroju. Wyspałem się jak mało kiedy. Zamruczałem i zacząłem się przeciągać. Pierdzioszek zwykle spał z nami w łóżku, ale teraz go nie było. Ciebie też. Pewnie jedliście śniadanie. Uśmiechnąłem się pod nosem i leniwie zwlokłem się z łóżka. Za oknem było jasno i słonecznie. I na pewno zimno jak cholera.
Zerknąłem w lustro i skrzywiłem się. Próbowałem jakoś ogarnąć tę szopę na głowie, ale w końcu zrezygnowałem. Potem zacząłem macać swoje boczki. Ostatnio trochę mi się przytyło. Nie żebym narzekał, bo dwa kilo to nic. Miałem tylko nadzieję, że to nie wina leków. Odstawiłem już neuroleptyki, ale nigdy nic nie wiadomo. Roy mówił, że możliwy jest wzrost wagi. Pewnie przez ten lit. Regularnie robiłem badania, ale zaczynałem się nieco dołować. Chciałbym już być zdrowy. W ogóle to miałem wrażenie, że terapia pomaga mi bardziej niż leki. Może by tak je odstawić? Postanowiłem, że porozmawiam o tym z Royem.
Tatuaż mi się ładnie zagoił i teraz zachwycałem się nim, macałem i cykałem sobie zdjęcia. Nie mogłem się napatrzeć. Ja to jestem dzielny.

– Cześć, poczochrańcu – powiedziałeś, gdy wszedłem do kuchni.
Pierdziu siedział na parapecie i gapił się na chmury. Romantyczny kot, nie ma co.
– Cześć.
– Wyspałeś się? Chcesz kawy?
– Tak, tak – powiedziałem i usiadłem przy stole.
– Z mleczkiem?
– Jak zawsze.
Wyszczerzyłeś się i cmoknąłeś mnie w czubek głowy.
– Dziś moja karteczka – powiedziałem, a ty potarłeś nosem o moje ramię.
– Wiem.
Zarost tak przyjemnie drażnił skórę. Zamknąłem oczy i westchnąłem. Obiecałeś, że dziś zrobimy sobie małą sesję. Chciałem przecież czegoś nowego. Robiliśmy już podobne rzeczy, ale ostatnio czułem się niedopieszczony. Czegoś mi brakowało.
Jakiejś iskry.

Siedzieliśmy potem na łóżku, piliśmy kawę i jedliśmy śniadanie, ty czytałeś jakiś nowy wywiad z Danem (o Danonku). Ja gapiłem się w komórkę, a Pierdzioszek bawił się twoim kapciem. Boże, kochałem tego kota. Był pocieszny jak cholera. W poniedziałek miałeś jechać z nim do weta.
– Kaien, gdzie ty masz te kapcie od fanki? – spytałem.
– Nie pamiętam. A co?
– Nic. Nosiłbym. A gacie z bananem?
– Co cię tak wzięło na sentymenty?
– Nic, po prostu mam dobry humor.
– To może szybki numerek?
– Nic z tego. Wieczorem mamy sesję.
– Oj tam, tylko cię pomiziam – powiedziałeś, znowu pocierając nosem o moje ramię.
– Mógłbyś się ogolić. Drapiesz mnie.
– Nie. Chodź do mnie.
– Kaien, spadaj. – Zaśmiałem się, gdy powaliłeś mnie na łóżko. – Mówię poważnie. Muszę się dziś spotkać z Kyu.
– Wtajemniczasz go w to?
– W co?
– W nasze życie erotyczne? – spytałeś, gładząc mnie po włosach.
– Nie. Skąd to pytanie? – zdziwiłem się.
– A Asha? Z nim gadasz o wszystkim, prawda? Dziwnie się czuję, wiedząc, że on wie.
– Kaien, on jest lekarzem.
– Lubisz go, prawda?
– No lubię – powiedziałem i odsunąłem się.
– Bardzo?
– O co ci chodzi?
– O nic. Tak tylko pytam.

Jasne. Tak tylko pytasz.
No lubiłem Asha, wiadomo. Bardzo go lubiłem. Zachwycałem się jego umysłem. Podziwiałem.
Chyba zaczęło ci to przeszkadzać. Wcześniej nie zwracałeś na to uwagi.
– Kaien, on jest tylko moim lekarzem. Pomaga mi. Czuję z nim cudowną więź, to chyba dobrze.
– No – powiedziałeś i wstałeś z łóżka. – Idę pod prysznic.
– Chcę iść z tobą.
– Nie, pójdę sam.
– Fochasz się?
– Nie. To idę.

Nie. Aha.
Może faktycznie przesadzałem? Za dużo mówiłem o Ashu? Pewnie czułeś się dziwnie. Może myślałeś, że cię zdradzam? Nie chciałem żadnych niedomówień. Postanowiłem być twardy.
Gdy wróciłeś z łazienki, czekałem na ciebie z herbatą.
– Musimy pogadać – powiedziałem, patrząc ci w oczy.
Potem zerknąłem na twój nagi tors. No no, ładnie ci się mięśnie kształtowały. Siłownia przynosiła skutki. Za to ja miałem malutkie boczki, których podobno nawet nie zauważyłeś.
– Mówisz jak moja była – powiedziałeś, wycierając włosy. – O czym chcesz pogadać?
– Która była? Risa?
– Nie.
– Ile ty w ogóle miałeś bab?
Boże, nie wiem, co we mnie wstąpiło. Przecież mieliśmy rozmawiać o Ashu.
– Co ty tak nagle? – Zaśmiałeś się i otworzyłeś szafę.
Wyjąłeś bluzę z kapturem i luźne spodnie i zacząłeś się ubierać. Ja siedziałem i tylko obserwowałem.
Miałeś ładne ciało. Nabrałeś trochę masy, bicepsy ci urosły, brzuch się wyrzeźbił, a dupa lekko uniosła.
– Co? – spytałeś, gdy skończyłeś się ubierać.
– Nic, masz ładne mięśnie – powiedziałem i upiłem łyk herbaty.
– No nie? – Wyszczerzyłeś się i usiadłeś obok mnie. – O czym chciałeś pogadać?
– O Ashu.
– Aha.
– Bo mam wrażenie, że źle to odbierasz. Kaien, on jest tylko moim lekarzem. Psychoterapeutą. Może jestem nim zafascynowany, ale to dlatego, że jest mądry i mi pomaga. Wiesz, jakie to dla mnie ważne.
– Jesteś nim zafascynowany?
– Chyba tak.
– Więc cię kręci?
– Oj, Kaien. – Przewróciłem oczami i westchnąłem. – Kręci mnie jego mózg. Umysł. Sposób myślenia. Nie lecę na niego.
– Lecisz na jego mózg?
– Lecę na ciebie.
– No, to jest poprawna odpowiedź.
– Jesteś zazdrosny?
– Ja? Chciałbyś – powiedziałeś i wstałeś. – Idę zapalić.
– Więc jesteś. – Wyszczerzyłem się, a ty drgnąłeś i wziąłeś zapalniczkę.
– Nie jestem zazdrosny.
– Przyznaj to.
– Kaczka!
– Czemu nie możesz ze mną normalnie porozmawiać?
– A po co? Opowiesz mi, jaki Ash jest cudowny i mądry? Zauważyłem – powiedziałeś, biorąc fajki.
– Przecież ci mówię, że na niego nie lecę. Jak mam ci to udowodnić? Jest świetnym lekarzem, terapia przynosi skutki, czuję się dobrze. Myślałem, że tego chcesz.
– Chcę, ale...
Spojrzałeś na mnie tak, że poczułem dreszcze. To była złość, zmieszana ze smutkiem.
– Chciałem ci tylko powiedzieć, że nie lecę na Asha – powtórzyłem ze zrezygnowaniem i objąłem kubek z herbatą. – Myśl sobie, co chcesz.
Nic nie odpowiedziałeś. Poszedłeś zapalić.

A ja siedziałem i czułem się rozdarty. Nie chciałem cię ranić. Na pewno byłeś zazdrosny. Pierdzioszek wskoczył mi na kolana i zaczął mruczeć. Pogładziłem go po głowie i westchnąłem.
Gdy wróciłeś, objąłem cię w pasie i wtuliłem się w ciebie mocno. Poczułem, jak gładzisz mnie po włosach.
– Przepraszam, trochę mnie poniosło – powiedziałeś szeptem i cmoknąłeś mnie w skroń. – Ufam ci.
– No ja myślę. Jeśli chcesz, też możesz uczestniczyć w terapii.
– Nie wiem, Senju. – Westchnąłeś, a ja wtuliłem się w ciebie mocniej.
– Naprawdę mnie nie kręci. Chcę tylko ciebie.
– Dobra, wierzę ci.
– No.

Potem siedzieliśmy i gadaliśmy o dzisiejszej sesji. Mówiłeś, że kupiłeś kilka fajnych rzeczy. Nie mogłem się już doczekać. Wiedziałem, że Kot to lubił. Ciekawe, kiedy dojdzie do siebie? Czasami o nim myślałem. O ślubie też. Niedługo się pobierają. Podobno mieli się ujawnić. Dan na pewno będzie zachwycony. Kurczę, nie powinien się wkurzać. No chyba że chciał mieć swoje pięć minut.
Znowu.
Kurde, Dan miał syna. Ciekawe, czy to coś zmieni?
Moje myśli podążały w dziwnym kierunku. Ślub Kota, dziecko Dana, Ash i zazdrosny ty. Ciągle się działo.
Chciałbym gdzieś wyjechać. Tak.

W pracy miałem spokój. Zostałem u Toru. Nie musiałem teraz obcować z ludźmi. Siedziałem w gabinecie i zajmowałem się papierami. Musiałem się nauczyć wielu rzeczy, ale Toru był cudowny.
Ale ciągle myślałem o tym, że bzyka Furiego. Toru był dojrzały. Furi – młodszy ode mnie. Cóż, ludzie mają różne fetysze.
Niby dostałem podwyżkę, ale dalej czułem się dziwnie. Pogodziłem się już chyba z tym, że czasami płaciłeś za mnie. Nie narzekałem, nie trułem ci dupy. Było nieźle.
Ale byłem szczery. Nigdy cię nie wykorzystywałem. Pamiętałem, co wykrzyczała mi matka podczas kłótni. Że jestem idiotą, bo nie korzystam z życia.
Nie chciałem z nią gadać. Zawsze mnie obrażała i próbowała mną manipulować. Była typem biernego agresora, choć czasami waliła prosto z mostu.
Byłem zły na ojca, bo nigdy mnie nie bronił.
Saya chyba się wyleczyła. Dalej uczęszczała na terapię i zaczęła się spotykać z tym nowym chłopakiem, Mattem. Chyba się do niego przekonałem. Był trochę nerwowy, ale Saya go uwielbiała.

Tak, chciałbym gdzieś wyjechać. Razem z tobą. Odpocząć, wyluzować. Zapomnieć o problemach.
Ale na razie skupiałem się na pracy i na terapii.
No i malowałem. Dużo. Często. Wena mnie nie opuszczała. To było cudowne uczucie. Po prostu czułem, że żyję.
Gapiłem się potem na swoje obrazy i marzyłem. Mógłbym kiedyś zrobić wystawę. Chloe mogłaby być zazdrosna.
Nie lubiłem jej, bo ona nie lubiła mnie. Była pyskata, trochę wulgarna i zbyt przebojowa.

Za to z ciebie byłem dumny. Wziąłeś udział w Kampanii, nakręciłeś filmik i zacząłeś myśleć o czymś więcej. Kochałem cię za to. Może ja też powinienem się przyłączyć? Wolałem co prawda unikać ludzi, ale powoli wychodziłem z ukrycia. Agyness więcej się nie pojawiła. Miałem nadzieję, że się leczy.

W poniedziałek pojechałeś z Pierdzioszkiem do weterynarza. Ja siedziałem w pracy i marzyłem o własnej wystawie. Miałem już sporo obrazów, ale za mało odwagi, żeby pogadać o tym z Toru. Niby wierzyłem w siebie, ale chyba byłem zbyt skromny. Pewnie byś mnie opieprzył. Dał kopa w dupę. Kochany Kamyczek.

Tyłek mnie bolał po sobotniej sesji, ale byłem całkowicie zaspokojony. To było takie cudowne! Powinniśmy robić to częściej. Tak, musiałem przyznać, że kochałem czasami dominować, bo lubiłem bzykać cię w dupę, ale wolałem ulegać. Zwykle. A już zwłaszcza z klamerkami na cycach i ogonkiem w dupie. Może byłem niedoruchany. Chciało mi się czegoś nowego.
Siedziałem teraz w pracy i bujałem w obłokach. Nie mogłem się skupić.

A wieczorem dostałem takiej sraczki, że aż mnie skręcało. Ja to mam szczęście. Co chwila latałem do ubikacji. Brzuch mnie bolał i miałem lekkie mdłości. Pewnie w pracy zjadłem coś chujowego. Cholera, no to teraz celibat. Byłem zażenowany, ale ty miałeś niezły ubaw. Łyknąłem tabletki i położyłem się do łóżka. Ty siedziałeś obok z laptopem i pisałeś z tą babką z jakiejś tam organizacji. Ja popijałem mocną herbatę i przeklinałem siebie. Myślałem, że trochę się pomacamy, ale teraz bałem się nawet kaszlnąć.
Ja pierdzielę. Przerąbane.

Chyba się zdrzemnąłem. Kiedy otworzyłem oczy, leżałeś już obok i gapiłeś się w komórkę.
– Piszesz z kimś? – spytałem zachrypniętym głosem.
– Z Kotem.
– O czym?
– O różnych rzeczach. Gadałem z Saki. Za dwa miesiące mamy pierwszy koncert.
– Co na to Kot? – spytałem, macając twój triceps.
– Saki z nim rozmawiała. Powiedział, że czuje się nieźle. Dan pewnie zdechnie ze szczęścia.
– Czemu ty go tak nie lubisz?
– Kaczuś, już o tym rozmawialiśmy. Jak twoje jelita?
– Nie wiem.
– Pomasować ci brzuszek?
– Lepiej nie. – Westchnąłem i schowałem twarz w poduszkę.
– To może pośladki?
– Nie. Pomasuj mi skronie, bo mnie głowa boli.
– Serio?
– Tak. Albo mózg.
– Dobra, chodź tu. – Odłożyłeś komórkę, a ja przysunąłem się bliżej.

Położyłem ci głowę na klatce piersiowej, a ty zacząłeś masować mi skronie. Delikatnie, leciutko, okrężnymi ruchami. Zamknąłem oczy i starałem się oddychać spokojnie.
Ale znowu mnie skręciło, więc poleciałem do kibla.
Na szczęście w nocy spałem jak zabity.

* * * * *
Tabletki chyba pomogły, bo rano obudziłem się jak nowo narodzony. Dziś miała być moja karteczka. Gdy byłem w pracy, dzwonił Kyu. Powiedział, że wieczorem mają próbę i chce, żebym przyszedł. Saya też będzie. I jakaś nowa dziewczyna na wokalu.
Powiedziałem, że postaram się być.

Dotrzymałem słowa. Mans mnie podwiózł, a potem kazałem mu wracać do domu. Obiecałeś, że sam po mnie wpadniesz.
Sala, w której ćwiczył Kyu, była duża i przestronna. Od razu dobiegły mnie dźwięki pianina. To Kyu. Stałem i wsłuchiwałem się w skomplikowaną melodię. Nie chciałem mu przerywać. Jego dziewczyna też była.
A potem się rozczuliłem. Sam nie wiem, dlaczego. Po prostu poczułem, że w gardle mam gulę. To był piękny kawałek. Trochę smutny, melancholijny, ale niezwykle cudowny. Dziwnie znajomy i bliski, choć byłem pewien, że słucham go po raz pierwszy. Gdy spod palców Kyu posypały się wysokie nutki, głośno sapnąłem, żeby pozbyć się napięcia w krtani. Stałem i czułem, że pod powiekami mam łzy. Jezu, Senju, weź się w garść. Zmieszałem się trochę. Było mi głupio. 
Czułem, jak dźwięki wdzierają się do środka.
Pod skórę.
Jeszcze głębiej.
Zadrżałem.
Jezu, jakie to było piękne.

Ale ktoś mu przerwał. Drzwi się otworzyły, a Kyu przestał grać.
Siostra. Była z jakąś rudowłosą dziewczyną. To pewnie ta nowa.
– O, już jesteś, cześć. – Uśmiechnęła się Saya i poklepała mnie po ramieniu.
– Cześć, dziewczyny.
– Hej, co tak stoicie? – zawołał Kyu, a ja pociągnąłem nosem. – Wbijajcie.

Więcej się nie wzruszałem. Pomyślałem za to, że moglibyście mieć jakiegoś klawiszowca. Kiedyś coś o tym wspominałeś. Chyba. Ciekawe, czemu nikt o tym nie pomyślał. Wasze kawałki były cudowne, ale klawisze na pewno dodałyby trochę przestrzenności.
Boże, Senju, przecież ty się nie znasz na muzyce.

Ruda miała ładny głos. Wysoki, taki trochę pospolity, ale czysty i dźwięczny. Pewnie jakiś sopran. Tyle to ja wiedziałem.
Nie wiem, jakie głosy wolałem. Chyba średnie. Albo niższe. Risa miała fajny głos. Reira też. Saki miała trochę ostry, ale pewnie dlatego, że ciągle was opieprzała.

Wpadłeś po mnie około dwudziestej. Podwieźliśmy też Sayę i tę nową.
– Senju, wpadnijcie do nas kiedyś – powiedziała siostra i mrugnęła do ciebie.
Chyba cię zaakceptowała. W sumie zrobiła to już jakiś miesiąc temu, ale teraz zachowywała się całkiem normalnie.

– Lubi cię – powiedziałem, gdy weszliśmy do mieszkania.
– Wątpię. Po prostu akceptuje. Gadałeś z nią o tym?
– Jeszcze nie.
– Chciałbym wiedzieć, czemu nas nie lubiła. Może ma jakąś traumę.
I wtedy mnie olśniło.
Jezu, jakim ja jestem debilem. Jak tak można?
Brak słów.
Saya chyba nie akceptowała mojego związku dlatego, że bzyknąłem się wtedy z Kotem. Dawno temu. Przyłapała nas wtedy. Wiedziałem, że zależało jej na nim.
Nie ma co, pięknego ma braciszka.
Teraz to już było bez znaczenia. Zresztą, nigdy się nad tym szczególnie nie zastanawiałem. A może powinienem? Może przeze mnie Saya musiała walczyć ze swoimi demonami?
A może było coś jeszcze? Tylko co?
Będę musiał z nią o tym porozmawiać. Z Ashem pewnie też.
Ash, Ash.
Jutro kolejna wizyta.
Nie mogłem się doczekać.

* * * * *
Najpierw poszliśmy pod prysznic. Odkręciłem wodę i zamknąłem oczy. Czułem, jak cudownie masuje ramiona i bary. Potem pomogłeś mi się ogolić. Co będę się wstydzić. Wypiąłem się mocno i rozsunąłem nogi. Lubiłem takie wspólne golenie. Zwykłe, codzienne sprawy, jak mycie zębów, śniadania czy wieczorny papieros przed snem.
Bo paliłem. Tytoń, ale paliłem.
Chyba nie dam rady rzucić tego cholerstwa.

Przejechałeś mi maszynką po skórze, a potem ugryzłeś lekko w ramię. Czułem, jak silna dłoń zaciska się na moim miękkim pośladku.
– Rozsuń nogi szerzej. – Niski głos tuż przy uchu.
– Kaien, nie mogę szerzej. – Mój własny był naderwany i zachrypnięty.
Co ty ze mną robisz, Kaienciu? Wszystkie włoski na ciele stanęły mi dęba, a przecież było gorąco.
– Nie nakręcaj się, słoneczko – powiedziałeś, znowu ściskając mój pośladek.
– To nie macaj mnie tak.
– Nie macam cię. Muszę cię dokładnie ogolić. Będziesz miękki i delikatny – powiedziałeś i liznąłeś mnie w ucho, a potem wsunąłeś język do środka.
– Macasz!
– Dobra, wybacz.
– Zerżnę cię pędzlem. Będę bezlitosny.
– Już się boję – zamruczałeś i wysmarowałeś mi krocze pianką do golenia.
– Kaien, mówię serio. Dziś ja dowodzę.
– Wypnij dupę, Senju.
– Dureń.
– No wypnij się.

No to się wypiąłem mocniej.
Byłem nadwrażliwy. Zaciskałem zęby i starałem się stać spokojnie. Wiedziałem, że mnie prowokowałeś. Nakręcałeś. Robiłeś to specjalnie.
Ale się zemszczę. Już niedługo.
Kiedy pozbyłeś się moich kłujących łoniaków, zajęliśmy się szorowaniem plecków. Najpierw ja tobie, potem ty mnie. Marzyłem o gorącej kąpieli, ale powiedziałeś, że żółta kaczuszka poczeka.
No dobra.
Gorący prysznic też był fajny. 
Nie mogłem się namacać. Miałeś takie fajne mięśnie. Mój cudowny, twardy, przystojny Kamyczek. Na dole też byłeś twardy, wiadomo. Ja również. Podnieciłem się. Boże, ale fajnie, że te leki nie miały wpływu na moje libido. Powinienem wielbić Roya.
Ale wielbiłem Asha.
Wydało się. Miałem tylko nadzieję, że nie pomyślałeś nic złego. Chyba mi uwierzyłeś. Bo przecież nie leciałem na niego.
Tylko na jego mózg.
Był zajebisty.
Ale ty byłeś fajniejszy. Mój jedyny i najukochańszy Kaien. Wyrucham cię dzisiaj swoimi pędzlami.

Zakręciłem wodę i otarłem się o ciebie całym ciałem. Objąłeś mnie w pasie i pocałowałeś w szyję. Twarde penisy znowu zetknęły się ze sobą. Jak ja to kochałem! Uwielbiałem czuć twoje podniecenie. Dostałem gęsiej skórki, gdy wsunąłeś mi palce między pośladki. Masowałeś delikatnie mój odbyt, a ja nie mogłem się od ciebie oderwać.
Jak zwykle.
To ja miałem dowodzić. Musiałem wziąć się w garść.

No to wkroczyłem do akcji. Otuliłem cię puchatym ręcznikiem i pomogłem się wytrzeć. Włosy ci nieco urosły. Kotu pewnie też. Moje były teraz słabiutkie i delikatne. Pewnie znowu będę musiał je trochę ciachnąć. Ale wygląd zmokłej kury chyba mi pasował. Tobie na pewno. 
Poza tym, mięśnie.
No właśnie.
Śliniłem się.
Te kropelki wody na bicepsach i klacie.
I niżej.
Jezu, jarałem się.
Naprawdę świetnie wyglądałeś. Miałem nadzieję, że polubisz moje mięciutkie boczki.

Następnie kazałem ci włożyć kapcie z peniskami (ten prezent od fanki) i poprowadziłem cię do pokoju. Przygotowałem już kilka pędzelków. Od najcieńszego do najgrubszego.
– Powinienem chyba kupić jakieś pędzle do malowania ścian czy czegoś tam. I wałek – powiedziałem, otwierając wino.
– Wałek to bym ci wsadził. – Zaśmiałeś się i zrzuciłeś ręcznik z bioder. – Obciągniesz?
– Nie.
– No Seeenju.
– Kaien, to moja karteczka i ja będę cię wykorzystywał. Żadnych lodzików. Usiądź. – Podałem ci kieliszek wina i usiadłem na łóżku. – Który chcesz najpierw? Ten najcieńszy?
– Skąd ty masz takie pomysły?
– Jestem artystą, to chyba oczywiste.
– Następnym razem spenetruję cię główką mojej Afrodyty, okej?
– Co? – Spojrzałem na ciebie pytająco, a ty parsknąłeś śmiechem.
– No gitarą.
– Debil. – Szturchnąłem cię w bok i zerknąłem na twojego penisa.
Sterczał. Wiadomo.
– Albo gryfem – dodałeś po chwili i uniosłeś brew. – Podoba ci się mój kutas we wzwodzie?
– No. Zdziwiony?
– Nie. To jak, obciągniesz?
– Nie – powiedziałem i uśmiechnąłem się jak cwaniaczek.
– Dobra, to napijmy się, a potem możesz mnie upokarzać.
– Nie myśl o tym w ten sposób. – Wydąłem wargi, a ty ryknąłeś śmiechem.
– Przecież żartuję. Możesz mi wkładać, co chcesz.
– Jesteś boski. – Uśmiechnąłem się i cmoknąłem cię w policzek.
– Wiem. – Wyszczerzyłeś się znowu i wypiłeś wszystko duszkiem. – Polej.

Za pędzle zabrałem się dopiero wtedy, gdy wypiliśmy butelkę wina. Byłem już trochę wstawiony, ty też. Ale przynajmniej byłeś grzeczny.
W pokoju było ciepło i panował półmrok. Najpierw zapaliłem świece i kadzidełka, a potem przystąpiłem do dzieła. Usiadłem obok ciebie i pomasowałem twojego fiuta. Zamknąłeś oczy i uśmiechnąłeś się.
Pocałowałem cię w szyję, a potem zacisnąłem zęby na twoim uchu. Sapnąłeś ciężko i przechyliłeś głowę.
Lubiłem zapach twojej skóry. Pogładziłem twój biceps, potem sutek, a następnie zjechałem dłonią w dół. Pieściłem mięśnie brzucha i podniecałem się. Wziąłeś moją dłoń i położyłeś ją sobie na członku, ale skarciłem cię wzrokiem i odsunąłem się.
– Nie wygłupiaj się, bądź grzecznym chłopcem, Kaien.
– Ale, tatusiu, popieść mnie – powiedziałeś, robiąc głupią minę.
– Wypnij się, to cię popieszczę.
– Muszę?
– Przecież chciałeś.
– Ale ten pędzel jest taki cienki. A jak mi coś uszkodzisz?
– Miałeś butelkę w dupie? Miałeś. Nie gadaj i kładź się na brzuchu – powiedziałem, biorąc pędzelek.
– Ale wsadzisz mi włosie w tyłek? Mam łaskotki.
– Kaien.
– Dobra, dobra, tylko się droczę. Proszę bardzo – powiedziałeś, kładąc się na brzuchu, i rozsunąłeś nogi.
– Kochany.

Nie wiem, skąd ja mam takie pomysły. Naprawdę. Po sobotniej sesji byłem trochę obolały. Usiadłem na łóżku i klepnąłem cię w pośladek, a potem zacząłem go masować. Na dupie też miałeś fajne mięśnie. Pomyślałem o swoich boczkach i westchnąłem. Może zapiszę się z tobą na siłkę?
Nie, wolałem być po prostu szczupły. Będę musiał zająć się tymi dwoma kilogramami.
Kiedyś.
Teraz rozsunąłem ci twoje jędrne poślady i dotknąłem palcem odbytu. Wycisnąłem trochę lubrykantu i zacząłem masować pulsujące mięśnie. Chyba to lubiłeś, tylko nie chciałeś się przyznać.
To znaczy, byłem pewien, że lubiłeś. Powoli wymiękałeś.
Jak można tego nie lubić? Prostata, te sprawy.
Poruszyłeś biodrami, a ja wsunąłem pędzelek do środka.
– Już? – westchnąłeś.
– Tak. Czujesz?
– Czuję.
– Pewnie wolałbyś coś grubszego.
– Spadaj, Kaczka. – Zaśmiałeś się, a ja wziąłem drugi pędzelek.
– Przecież wiem, że lubisz. Mógłbyś się wreszcie przyznać. Trochę mi przykro.
– Czemu ci przykro? – Podniosłeś głowę i spojrzałeś na mnie pijanym wzrokiem.
– Bo chciałbym myśleć, że mój facet lubi, jak grzebię mu w tyłku. To dla mnie ważne.

Tak naprawdę nie było mi wcale przykro, po prostu chciałem się dowiedzieć, czemu tak się sprzeciwiasz. Chociaż ostatnio było całkiem nieźle. Pozwalałeś czasami bzyknąć się w tyłek.
– Hej, nie wiedziałem, że tak to odbierasz. Wiesz, że to nieprawda. Kiedyś o tym gadaliśmy, nie? Tylko się droczę, Kaczuś.
– No gadaliśmy. Odniosłem wrażenie, że nie lubisz – powiedziałem, wkładając drugi pędzel.
– Lubię.
– Naprawdę?
– Tak.
– Mógłbyś to powtórzyć? – Wziąłem komórkę i zacząłem nagrywać.
– Co powtórzyć?
– Że lubisz, jak cię bzykam w dupę.
– No lubię, jak mnie bzykasz w dupę. Zadowolony?
Nie widziałeś, że cię nagrałem. Cudownie, Senju. Tego ci było trzeba.
– Dzięki, jesteś kochany. – Uśmiechnąłem się i pocałowałem cię w kark. – Mogę już zacząć penetrację pędzlami?
– Możesz.
– Jak myślisz, ile się zmieści? – Włożyłem trzeci pędzelek, a ty sapnąłeś i uniosłeś lekko biodra.
– A nie wiem. Wal, ile wlezie.
– Powinieneś pić częściej. Jesteś wtedy taki uroczy i potulny. – Zaśmiałem się i zacząłem nimi poruszać.
– Senjuś?
– Co, Kaienku?
– Obciągniesz mi potem, prawda?
– Zobaczymy.
– No proszę cię. Widzisz, jaki jestem grzeczny?
– Pomyślę o tym. – Włożyłem ci kolejny pędzel i wyszczerzyłem się. – Ślicznie wyglądasz.
– To twój fetysz?
– No, jak twoje lustra i długie włosy.
– Mam dużo więcej fetyszy, Kaczuś. – Westchnąłeś, a potem nagle syknąłeś.
– Boli cię?
– Trochę. Nie wkładaj tak głęboko.
– Ok, sorki. Będę ostrożniejszy – zamruczałem ci w szyję i pocałowałem w ucho. – Może pozwolisz mi się potem bzyknąć? Przecież lubisz.
– Senjuś, nie przeginaj pały.
– Obciągnę ci, jak pozwolisz się bzyknąć. Pasuje?
– Jesteś okrutny.
– Wcale nie. Przecież mówiłeś, że lubisz.
– No dobra. Nabzykałem się w sobotę.
– Cwaniaczek.
– Co robisz? – spytałeś, gdy znowu wziąłem komórkę.
– Cykam ci fotki. Muszę mieć jakiś dowód, nie?
– Zboczuszek.
– No. To jak, dasz się bzyknąć? – Pogładziłem twoje łopatki, a potem cmoknąłem cię w kark.
– No nie wiem. – Poruszyłeś niecierpliwie tyłkiem.
Chyba ci się chciało.
– Kaien, potem ci obciągnę z połykiem. Albo zrobię głębokie gardełko. – Dalej cię zachęcałem.
– Kusisz, cwaniaku.
– Wiem. – Uśmiechnąłem się i klepnąłem cię w pośladek. – Więc jak?
– No dobra.
– Wiedziałem, że lubisz. Kochany zboczeniec – powiedziałem i włożyłem ci kolejny pędzel.

Udało się! Senju, jesteś wspaniały.
Bawiłem się  twoim jędrnym tyłkiem i nie miałem dość. Ciekawe, czy chciałbyś kiedyś wypróbować to podwójne dildo?
Potem wziąłem większy pędzelek i zacząłem cię łaskotać. Dotykałem szyi i karku, następnie pieściłem kręgosłup i lędźwie. Na pewno byłeś zachwycony, bo mruczałeś jak kocur. Nareszcie uległeś.
Nareszcie.
Bez docinków, sarkazmu i sprzeciwiania się.
Mój kochany Kaien.
– Senju, wystarczy. – Sapnąłeś, gdy połaskotałem twoje udo.
– Dlaczego?
– Możesz już je wyjąć.
– Tak? I co dalej?
– Wiesz, co.
– Ty mi powiedz. – Pochyliłem się i pocałowałem cię w ucho.
– Droczysz się, tak? Chcesz, żebym znowu to powiedział?
– Chcę.
– Ty sadystyczny zboczeńcu. Myślałem, że jesteś maso.
– Jestem wszystko. – Zaśmiałem się  i wyjąłem jeden pędzelek.
– Dobra, to bzyknij mnie w dupę. Kurwa, co ja mówię.
– Powtórz to.
– Nie.
– Proszę.
– Nie.
– Błagam – powiedziałem i znowu pocałowałem cię w kark. – Masz gęsią skórkę.
– Spadaj. 
– Proszę, Kaien. – Sapnąłem ci w ucho i lekko je zassałem.
– Zajebię cię, Kaczka. Dobra, wygrałeś. Wyjmij te pędzle i zerżnij mnie w dupę. 
– Kocham cię. Naprawdę. Jesteś cudowny. – Uśmiechnąłem się, a ty zerknąłeś na mnie przez ramię.

Boże, byłeś cały czerwony. Niewiarygodne. Naprawdę czułem się dumny jak cholera. Rzadko się tak czerwieniłeś. Urocze jak diabli. Chyba byłeś zawstydzony. A może cię to kręciło? Przyznałeś się przecież, że lubisz. Nawet to nagrałem.
Ale zarumieniony Kaien?
Ten zamglony wzrok, nabrzmiałe wargi i gęsia skórka.
Boże, Senju, jesteś niesamowity.
Może nie byłem aż tak uległy?

Powoli wyjąłem ci wszystkie pędzle, a potem znowu zwilżyłem palce lubrykantem i wsunąłem je do środka. Dupcię miałeś teraz miękką i lekko luźną. W sam raz do bzykania.
– Senju, nie wnerwiaj mnie – powiedziałeś, przewracając się na plecy.
– Nie wnerwiam cię. Chcę się nacieszyć uległym Kaienem. Doceniam to. Wiesz, że będę delikatny.
– No wiem. Chyba wytrzeźwiałem.
– Chcesz jeszcze wina?
– Tak.
– Stresujesz się. – Wyszczerzyłem się i usiadłem ci na biodrach.
– No, zwykle nie biorę w dupę.
– Przyniosę wino z lodówki. Poczekasz tu na mnie?
– Nie, pójdę zapalić.
– Dobra.

Pochyliłem się i pocałowałem cię zmysłowo w usta, a potem wstałem i poszedłem do kuchni po wino. Faktycznie, broniłeś swojej dupy. Ale cieszyłem się, że zacząłeś się powoli otwierać na nowe doznania. Przecież to było takie cudowne. Ta słodka więź, szacunek i zaufanie. 
Ale dzisiaj przeszedłeś samego siebie.
Naprawdę cię za to uwielbiałem.

Przyniosłem wino, potem je otworzyłem, a ty wróciłeś z balkonu. Miałeś na sobie swój mięciutki, granatowy szlafrok. Ja byłem goły. Po co mi ubrania? W pokoju było ciepło i ciemno.
– Usiądź. – Uśmiechnąłem się. – Nie musisz się tak stresować, kotku.
– Nie stresuję się. Po prostu dziwnie się czuję. Dawaj to wino.
– Proszę bardzo.
– Czekam na loda z połykiem. 
– Później – szepnąłem i spojrzałem ci w oczy.
Faktycznie, już ci przeszło. Może te rumieńce to miałeś po winie? A tak się cieszyłem! Myślałem, że byłeś zawstydzony.
– Nie jestem zawstydzony, po prostu...
– Wiem – przerwałem ci i przysunąłem się bliżej.
Długo patrzyłeś mi w oczy, a potem pocałowałeś w usta. Powoli, ale głęboko i zmysłowo. Wsunąłeś język do środka i zacząłeś mnie nakręcać. Czułem, jak gładzisz moje plecy, potem sutki i brzuch.
– Mięciutki – szepnąłeś i liznąłeś mnie w szyję.
– Cicho bądź, bo będę miał przez ciebie kompleksy. – Sapnąłem i odrzuciłem głowę.
– Nie musisz. Kocham twoje ciałko – zamruczałeś, a ja znowu zacząłem gładzić twoje bicki.
– Jezu, jakie ty masz cudowne mięśnie.
– Podobają ci się?
– Tak.
– Nie wiem, czy zauważyłeś, ale odkąd zacząłem ćwiczyć, jestem dużo sprawniejszy w łóżku. – Uśmiechnąłeś się pod nosem i zmrużyłeś oczy.
– Faktycznie. Same plusy. – Westchnąłem i znowu wpiłem się w twoje usta.

Pchnąłem cię na łóżko, potem upiłem trochę wina i usiadłem ci na biodrach. Pogładziłeś moje boczki i wyszczerzyłeś się.
– Może ty wcale nie chcesz mnie zdominować? – spytałeś, patrząc mi w oczy.
– Chcę.
Nabrałem trochę wina w usta i pocałowałem cię. Połknąłeś wszystko i pogładziłeś mnie po włosach.
– Chcesz na pieska? – spytałem, masując twój sutek.
– Nie wiem.
– Chciałbym widzieć twoją twarz.
– To do dzieła. – Rozłożyłeś nogi i wyszczerzyłeś się.

No tak. Przecież jesteś Kaienem. Prowo masz we krwi.
Uśmiechnąłem się i wziąłem żel. Nie musiałem cię już rozciągać. Rozepchałem cię przecież pędzlami.
Zwilżyłem penisa i przyciągnąłem cię za uda. Gdy dotknąłem miękkiej, różowej dziury, poczułem dreszcze.
Chciałem. Cholera, bardzo.
Spojrzałem ci w oczy, żeby się przekonać, czy też chciałeś.
Chciałeś. Byłeś gotowy.
No to nie będę się z tobą cackać.
Pchnąłem biodra i wszedłem do połowy.
Cudowne.
Ciasne mięśnie tak wspaniale zacisnęły się na członku.
Poruszyłem się i wszedłem głębiej. Sapnąłeś ciężko i zamknąłeś oczy. Musiałem się postarać. Na pewno dam z siebie wszystko. Chciałem, żebyś odleciał.
Wszedłem do końca, a potem zacząłem się lekko poruszać. Wszystko wirowało. Kochałem to uczucie.
Pochyliłem się i pocałowałem cię w usta. Najchętniej po prostu bym cię zerżnął, ale chciałem być delikatny. Objąłeś mnie i sam zacząłeś poruszać biodrami.
– Może być? – szepnąłem ci w szyję i nieco przyśpieszyłem.
– Tak. Trochę w lewo.
Parsknąłem śmiechem, a ty ugryzłeś mnie w ucho.
– No co. To są ważne sprawy. – Uśmiechnąłeś się.
– Wiem. Tak lepiej?
– Tak. Nie tak głęboko, Senjuś.
– Boli cię? – Spojrzałem ci w oczy.
– Trochę.
– Wybacz.
– To nic. Fajnie jest. – Westchnąłeś i zamknąłeś oczy.
– Więc mogę cię rżnąć?
– Możesz.

No to rżnąłem. Trzymałem cię za twoje twarde uda i wchodziłem tak, jak chciałeś. Musiałem się trochę kontrolować. Nie chciałem, żeby cię bolało. Ja to jestem czułym mięcioszkiem.
Gdy w końcu zacząłeś stękać, wyszczerzyłem się i przyśpieszyłem. Nie myślałem już o niczym, po prostu wbijałem się rytmicznie w ciepły odbyt. Czułem tylko, jak mocno drżały ci uda.
To było takie urocze.
Słodkie.
Naprawdę ci się podobało. Chyba zaakceptowałeś swoją uległą stronę.
Byłem z siebie dumny. Zacząłem ci trzepać, a ty syknąłeś i wygiąłeś się w plecach.
Jezu, jakie to urocze.
Ale ze mnie ruchacz.
– Senju – sapnąłeś, chwytając mnie za biodro. – Kurwa mać.
Uśmiechnąłem się szeroko i nie przestawałem bzykać.
Najpierw ty.
Matko, było mi strasznie gorąco. Nawet się trochę zmęczyłem. Ale warto było. Gdy trysnąłeś sobie na brzuch, jęknąłem głośno i wbiłem się do końca. Wydawałeś z siebie jakieś dziwne odgłosy, ale teraz kręciło mnie wszystko. Też chciałem trysnąć.
W twojej dupie.
Tak, w tobie. W środku. Tak, jak ty tryskałeś we mnie.
Doszedłem kilka chwil później. Przycisnąłem cię do łóżka i trysnąłem.
Tak, jak chciałem. W środku.
W kochanej, jędrnej, ciasnej dupie. Boże, ale ze mnie obrzydliwiec. 
Zaśmiałem się i opadłem na ciebie całym ciałem.
– Żyjesz? – spytałeś, gładząc mnie po włosach.
– Tak.
– Nie wyjmuj jeszcze fiucika.
– Nie wyjmę.

Leżałem i tryskałem tęczą. Popierdywałem motylkami. Szczerzyłem się jak dureń. Też byłeś zjebany. Mokre ciała kleiły się do siebie, włosy łaskotały skórę. To było piękne.
Boże, jakie to było piękne!
– Chcesz zapalić? – zamruczałeś mi w szyję.
– Tak.
– Miałeś rzucić.
– Wiem, ale tak bardzo mi w tym pomagasz. Dziękuję, kochany jesteś.
– Oj, Kaczuś. Może kiedyś rzucimy razem?
– Kiedy?
– Kiedyś. Senju?
– Co?
– Sflaczałeś.
– Spadaj. – Zaśmiałem się i cmoknąłem cię w skroń.
– Dobra, to chodź.

Włożyłeś swój granatowy szlafrok, a ja otuliłem się kocykiem. Wziąłeś fajki i swoją ukochaną zapalniczkę, a potem nagle się skrzywiłeś.
– Co? – spytałem, patrząc ci uważnie w oczy. – Boli cię?
– Nie.
– A co?
– Wycieka.
– Aha. – Parsknąłem śmiechem, a ty zacisnąłeś wargi i zrobiłeś śmieszną minę.
– To nic. Kocham twoje nasienie.
– To miał być komplement? – spytałem, gdy wyszliśmy na balkon.
– Trochę tak. Przecież zawsze tak tryskam i z ciebie wycieka. To takie obrzydliwie cudowne.
– No.
– Jedność plemników. I innych wydzielin.
– Jesteś obrzydliwy.
– Przepraszam.
– Kaien?
– Tak, Kaczu?
– Chciałbyś gdzieś wyjechać? Wiesz, odpocząć, wyluzować. Ale nie do Berlina. Gdzieś, gdzie jest cieplutko.
– Tak? Fajny pomysł. Mam teraz trochę wolnego czasu. Myślisz, że Toru da ci urlop?
– Mógłby dać. On jest w porządku.
- No to jedziemy – powiedziałeś i objąłeś mnie od tyłu. – Czuję, jak ze mnie wycieka.
- Obrzydliwiec.

* * * * *
Spałem jak zabity, a rano obudziłem się w świetnym nastroju. Znowu. Ostatnio czułem się natchniony i wyspany. I wybzykany. Zaspokojony aż po uszy. 
Co poruchałem, to moje.
Wstałem z łóżka i poszedłem do kuchni.
– Cześć, Kaczuś.
– Cześć, Kamień. Co to? – spytałem i ziewnąłem.
– Kanapeczki do pracy.
– Co? – Parsknąłem śmiechem i zamrugałem ze zdziwienia.
– No miałeś ostatnio biegunkę, więc pomyślałem, że domowe żarełko będzie lepsze. – Uśmiechnąłeś się słodko, a Pierdzioszek wparował do kuchni.
– Tak? Jesteś kochany. – Też się uśmiechnąłem i znowu ziewnąłem. – Jak dupa?
– Dobrze. Dziś moja kolej.
– No wiem.
– Mam nadzieję, że jedząc kanapki będziesz myśleć o mnie – powiedziałeś, gładząc mnie po włosach.
– Zawsze o tobie myślę.
– Serio? Nawet jak idziesz do kibla?
– Kaien, jesteś okropny. Chciałem być romantyczny. – Westchnąłem i skrzywiłem się.
– Wiesz, że też jestem romantyczny. Kawki?
– Z mleczkiem.
– Kocham – powiedziałeś i zrobiłeś mi kawę z ekspresu.
Potem postawiłeś na stole talerz z kanapkami i usiadłeś obok.
– Co ty taki troskliwy? – spytałem. – Może powinienem bzykać cię częściej?
– To nie dlatego.
– A dlaczego?
– Nie wiem. Chciałem być fajny.
– Jesteś fajny.
– Chciałem być jeszcze fajniejszy.
– Aha.
To pewnie przez Asha. Dzisiaj miałem kolejne spotkanie. 
Potem wziąłem komórkę i włączyłem wczorajsze nagranie.

*Co powtórzyć?
*Że lubisz, jak cię bzykam w dupę.
*No lubię, jak mnie bzykasz w dupę. Zadowolony?

– Co to jest? – Spojrzałeś na mnie z przerażeniem w oczach.
– Twoje wyznanie.
– Nagrywałeś to? Serio?
– No co, przecież to takie fajne. – Uśmiechnąłem się i wziąłem kanapkę.
– Senju, wywal to. Jesteś bez serca – powiedziałeś nieco łagodniej i też zacząłeś jeść.
– Wcale nie.
– Będziesz mnie teraz terroryzować?
– Nie. Po prostu to takie urocze i miłe. Naprawdę – powiedziałem z bananem na twarzy.
– Sam jesteś uroczy i miły.
– Też cię kocham.
– Boże, ty to jesteś sadystyczna Kaczka.
– Dzięki za kanapki.
– Podwiozę cię dzisiaj do pracy.
– Dzięki.
– Może usuniesz to nagranie.
– Nie.
– No dobra, niech ci będzie. Kozaczący ukeś.
– Kto?
– Wieczorem ci powiem. – Uśmiechnąłeś się szeroko i wstałeś.
Ja dopiłem kawę, potem poszedłem pod prysznic, ubrałem się i wyszedłem na balkon zapalić.
Zapowiadał się fajny dzionek.

* * * * *
W pracy nareszcie mogłem się skupić. Próbowałem porozmawiać z Toru, ale był bardzo zajęty. Powiedział tylko, że pogadamy o tym później. Furi był dziwnie podniecony. Pewnie znowu mieli jakąś sesję albo coś.
Ash przyjechał wieczorem. Ty powiedziałeś, że wrócisz później, bo masz coś do załatwienia.
Lubiłem te spotkania. Czułem się dużo lepiej. W sumie to myślałem, że już jestem zdrowy. 
– Martwi mnie pewna sprawa.
–- Opowiedz. – Ash uśmiechnął się ciepło i spojrzał mi w oczy.
Boże, był cudowny. Nie dziwię się, że czułeś się zagrożony.
– Chodzi o moją siostrę. Bo mówiłem, że dopiero niedawno zaakceptowała mój związek. Myślę, że wiem, o co jej chodziło.
– Rozmawiałeś z nią?
– Nie, ale się domyślam.
– Dlatego tak sądzisz?
– Bo zrobiłem kiedyś coś niefajnego. Myślę, że nie chciała się przyznać, że chodziło właśnie o to.
– Opowiesz mi?
– Tak.

Otworzyłem się. Opowiedziałem mu nawet o śmierci Ester. O tym, jak bzyknąłem się z Kotem, wiedząc, że Saya wtedy na niego leciała. O tym, że czułem się winny. O tym, że Ester nosiła moje dziecko. Nie sądziłem, że to było dla mnie aż tak ważne. Starałem się na tym nie skupiać, bo byłem zajęty tobą. Ale okazało się, że to miało znaczenie. Czułem się podle. To były dawne dzieje, ale teraz nie mogłem o tym nie myśleć. Może popełniłem błąd. Nie powinienem był tego rozgrzebywać. 
– Porozmawiaj o tym z siostrą.
– Wiem, że to tylko domysły, ale... Czuję się okropnie. – Westchnąłem. Nie myślałem o tym po prostu.
Porozmawiaj z nią.
Mmmhhh.

Myślałem, że trochę mi ulży, ale nic z tego. Fakt, mogłem tego nie ruszać. Ale każde działanie miało swój skutek. 
Gdy Ash wyszedł, otworzyłem piwo i rozwaliłem się na łóżku. Nie mogłem przestać myśleć o tym, co powiedział. Potem poszedłem zapalić. Następnie postanowiłem przygotować kolację. Lodówkę mieliśmy pełną. Najpierw mięcho, potem ziemniaki i marchewka. I trochę cebuli. Proste, ale smaczne i sycące. Do tego trochę pęczaku i przypraw. Nie potrafiłem gotować, ale bardzo się starałem. Wiedziałem, że potrzebujesz kalorii i białka.
Potem znowu poszedłem zapalić. Ciągle myślałem o Sayi. I trochę o Ester. Gdyby się nie zabiła, miałbym teraz dziecko.
Ciekawe, czy dalej byłbym z tobą.
Ciekawe, czy Kot kiedyś myślał o tym, co wtedy zrobiliśmy. Pewnie nie. Nie zależało mu na Sayi.
Kiedy zacząłem się irytować, postanowiłem zadzwonić do ciebie. Mógłbyś już wrócić do domu. Twój facet czekał na ciebie z kolacją.
Kotku, będę za jakąś godzinę powiedziałeś trochę drżącym głosem.
Wszystko gra?
Tak.
Dobra, to czekam z kolacyjką.
Buziam.
Nie wygłupiaj się. Uśmiechnąłem się czule i zerknąłem na zegarek.
Tulam, miziam i tak dalej. Macam i trzepię, kochanie.
Idiota. Zaśmiałem się i od razu poczułem się lepiej.

Kochałem cię. Jak wariat. Ciekawe, co by było, gdyby Ester się nie zabiła.
Dobra, dość tego. Weź się w garść, Kaczusia.
Ale nie mogłem. Czytałem jakiś nowy artykuł o Kampanii, potem przeglądałem twoje fotki i pisałem z Reirą. 
Niedługo ślub Kota. Ciekawe, jak jego terapia.

* * * * *
Wróciłeś dość późno.
Wybacz, słońce, wiem, że się starałeś powiedziałeś, całując mnie w czoło. Ale zjem jutro, dobra? Obiecuję.
W porządku.
Jak spotkanie z Ashem?
Chujowo. Rozdrapałem stare rany. Westchnąłem i wtuliłem się w ciebie.
Chcesz o tym pogadać?
Nie, może później. Myślałem o Ester.
No to faktycznie stare. Zdjąłeś swoją zajebistą kurtkę i znowu mnie objąłeś.
Jak Saki?
Jak zwykle cudowna. Spotkałem Saena.
Tak? Znowu chciał trójkąt?
Parsknąłeś śmiechem i poczochrałeś mi włosy. Kochałem ten gest.
Nie. Trochę mu pomogłem.
Ciekawe, jak.
Nie tak, jak myślisz.
Skąd wiesz, o czym myślę? Uśmiechnąłem się miękko i cmoknąłem cię w czubek nosa.
Po prostu zrobiłem coś fajnego. Może sam ci kiedyś powie. Ale jestem zmęczony. Chyba pójdę spać.

Nawet nie poszedłeś pod prysznic. Zrzuciłeś ciuszki i wskoczyłeś do łóżka. Zasnąłeś prawie od razu. Ja siedziałem na łóżku i czytałem śmieszne komentarze. Kot mówił, że niedługo się ujawnią. Ren był całkiem fajny. Naprawdę kochał Kota. Ja kochałem ciebie.
I nie mogłem przestać myśleć o Ester. 
Byłem chyba złym człowiekiem. Odczuwałem pewną ulgę, że jej nie było. Wiem, straszne. Byłem nieodpowiedzialnym, rozmarzonym gnojem. Zjebałem jej życie. Skrzywdziłem siostrę. Potem ciebie i Kota.
Czułem się okropnie. Teraz znowu robiłem coś złego. Zachwycałem się Ashem i nie rozumiałem, że mogło cię to ranić.
Powiedział mi, że powinienem porozmawiać z Sayą. Powiedzieć jej, co czuję i czego się boję.
Bałem się. Nie chciałem, żeby myślała, że jestem złym człowiekiem.
Kaczuś, chodź do mnie zamruczałeś i objąłeś mnie w pasie.
Myślałem, że śpisz.
Śpię. Nie czytaj tych komentarzy. Chodź tu, będę cię tulić.

Westchnąłem. Miałeś rację. Takie myślenie było do dupy. Wyłączyłem laptopa i wskoczyłem pod kołderkę. Przytuliłem się do ciebie, objąłem cię udem i poczułem znajomy zapach potu. 
Uspokajał. Koił zmysły. Łagodził napięcie.
Może Ash wcale nie był taki wspaniały? To tylko chwilowe zauroczenie terapeutą. Ty byłeś najwspanialszy.
Gdy zacząłem odpływać, poczułem, jak Pierdzioszek wskoczył na łóżko. Uśmiechnąłem się i przypomniałem, jak bzykałem cię w dupę. 
Naprawdę byłeś moją drugą połówką.

19 komentarzy:

  1. Kaczu jakie ty masz super pomysły - pędzle w dupie - ty mały zboczuszku XD.
    Kaien no nie mogę z tego "trochę w lewo". Wiedziałam że lubisz tylko się nie przyznajesz. I Kaczka ma dowody na to - nagranie XD.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On nie jest zboczeńcem, jest tylko artystą :D

      Kaien musiał się kiedyś przyznać, a Kaczu wiedział, że takie wyznania to rzadkość, więc sobie nagrał :D

      Usuń
    2. No niech będzie, że artystą ;-)

      Usuń
  2. Ekhem.
    3...
    2...
    1...
    ...
    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
    Kocham Cię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za konstruktywny komentarz :D

      Usuń
  3. aaaaaaaaaaaawwwwwwwwwwwwwwwwwww!!!!!!!!!!1 piękny tytuł! <3

    aaaa!!!!11 Kaien je śniadanka z Pierdzioszkiem? <3
    pulpecik <3
    Senju, nie rób więcej akcji z samodzielnym odstawianiem leków! nu nu nu!
    dzielna Kaczusia <3
    zazdrosny Kaien <3 chociaż szkoda mi go trochę :(
    poprawna odpowiedź <3
    eh... nie lubię tych ich takich konfliktów :( są takie smutne :((((((((((
    oj tam, lubimy duety dojrzały pan+chłopiec :3
    "Była typem biernego agresora" skąd Senju zna takie mądre rzeczy? :o
    TAK! niech Chloe będzie zazdrosna <3
    sraczka?! o nie!! biedna Kaczucha :( BABI!! JAK MOGŁAŚ PODSUNĄĆ DO KUNO!!
    masuj brzuszek, Kaien :3
    masowanie mózgu? znaczy przyznajesz się, Kunoś, że Kaczu jest Tobą? :D
    ależ uczuciowa Kaczka <3
    właśnie chciałam pytać, co on się tak wymądrza o muzyce :D
    "Saki miała trochę ostry, ale pewnie dlatego, że ciągle was opieprzała." <3
    NAPRAWDĘ?! o to chodziło Sayi? o.O w życiu bym na to nie wpadła
    wspólne golenie <3 a Kaś i Miś jeszcze tego nie przerabiali :( ale może to i lepiej, krew się nie polała :v
    Kaienciu <3
    słoneczko <3
    aaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!! <3 <3 <3
    żółta kaczuszka <3
    aaaaaaa!!!!!!!!! zmokła kura <3 <3 <3 KOCHAM CIĘ KUNO!!!!! <3
    na pewno mu tak pasuje :3
    szkoda by mi było pędzli do takich zastosowań xD
    gitary też by mi było szkoda!
    wystraszony Kaien <3
    aaaaa!!!!!!! nagrywanie <3 sprytna Kaczka :3
    Senjuś <3 Kaienek <3
    targujący się Kaien <3
    "Jesteś okrutny" wyobrażam sobie przy tym Kaiena z miną obrażonego przedszkolaka :3 <3
    targująca się Kaczka <3
    ależ to piękne!!! <3 <3 <3 aaaaaaaa!!!!!!!!!!!! kocham ich!!!!!1 i Ciebie Kuno też!!!!!!! <3
    kotku <3 to chyba zazwyczaj Kaien nazywał Kaczę kotkiem, nie?
    samoocena Kaiena <3
    jaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!11 ale to piękne <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
    mięcioszkiem :3
    jeeej!! Kaien pogodził się z tym, że to lubi! <3 ale i tak lubimy Kaiena-samca alfa :D
    "W kochanej, jędrnej, ciasnej dupie" awwww......... <3
    "wycieka" ojej, biedny Kaien! xD :3 rozumiem, że czuł się z tym trochę niekomfortowo? :D

    kanapeczki do pracy! <3 JEDNAK!! <3
    biedny Kaien xD dowiedział się o istnieniu potencjalnego szantażu <3
    nie, nie chcę żeby Senju się koncentrował na starych smutnych rzeczach :(
    lubię pęczak :D
    "Buziam" <3
    a ja tam bym chciała Saena znowu :3 ciekawe, jak tym razem mu pomógł :D
    "Ren był całkiem fajny" bo Ren JEST fajny <3
    Kaczu, nie jesteś złym człowiekiem <3
    dlaczego miał nie czytać komentarzy? było tam coś?
    tulaj Kaiena, Kaczusiu <3
    JAKI CUKIER!!!!!!!!!!! <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie?? Narzędzia „pracy” Senju :D
      Tak, Kaien kocha Pierdzioszka, przecież to on go uratował :>>> no i wiadomo, jest pieszczoszkiem :D ale psy też kocha.

      Po prostu Kaczu nie ukrywa, że jest zafascynowany Ashem, ale mówi otwarcie, że nie leci na niego. A Kaien czuje się z tym źle (też bym się czuła).

      oj tam, lubimy duety dojrzały pan+chłopiec – wiadomo :D #filmiki

      Senju dużo czytał o zaburzeniach (po tym, gdy się dowiedział, że ma ChaD), dlatego zna takie mądre rzeczy :)
      Sraczka jest mega, ale nie turbo, więc może być :D chciałam, żeby Kacz był zażenowany :D

      masowanie mózgu? znaczy przyznajesz się, Kunoś, że Kaczu jest Tobą? - nie do końca, ale na pewno mam baaardzo dużo cech Senju (choć ostatnio mniej), a teksty to teksty :D

      Nie, Senju nie zna się na muzyce :D tylko na PĘDZLACH :D i kolorach :D
      to wersja Senju, on myśli, że o to chodziło Sayi.

      Kaś i Miś na pewno przerobią jeszcze wspólne golenie, tak? Powiedz, że tak! #chcę

      wyobrażam sobie przy tym Kaiena z miną obrażonego przedszkolaka - dokładnie tak robi :D

      Tak, zwykle to Kaien nazywa Senju kotkiem :>>
      Tak, na pewno czuł się dziwnie z wyciekającą spermą :D

      to znaczy, wiesz, on się przyznał, ale to nie znaczy, że będzie często dawać dupy :D no i Senju woli jednak ulegać ;d

      Tak, kanapeczki :D dzięki za pomysły :D
      też lubię pęczak <3

      Saena do trójkąta? Będzie ;) notka z perspektywy Saena :)
      a pomoc Kaiena będzie w jego shocie.

      Nie, po prostu Kaien wiem, że ludzie piszą rózne komentarze, a Senju się tylko bardzo (ostatnio mniej) przejmuje.

      Ile serduszek <3

      Usuń
    2. kto by nie kochał Pierdzioszka <3
      Kaien-pieszczoszek <3

      jasne, rozumiem. i to jest smutne, że tak to wygląda z ich stron :(

      no ba ^^

      ach, okej :3
      biedna Kaczucha <3

      :3

      ale się zna <3 pośrednio mógłby się w sumie na muzyce też znać :D
      mnie by to przerosło na pewno :v ale ja nie jestem Kaczuchą

      na razie boję się, że zrobiliby sobie krzywdę :D ale w końcu pewnie przerobią :D

      słodziak :3

      i Kaien nie zwrócił uwagi na to, że został tak nazwany? :D
      to musiało być mega urocze :3

      no ja wiem, jego duma by na tym zbytnio ucierpiała :D no i ma Kaczusię do zaspokojenia <3

      proszę bardzo <3

      nie musi być do trójkąta koniecznie, nie będę się upierać :D ale on ma w sobie coś fajnego <3

      taki rozsądny Kaien <3
      NIE PRZEJMUJ SIĘ KACZUCHA! <3

      no ba :D zasłużone serduszka <3

      Usuń
    3. Myślę, że Kaś i Miś dadzą radę :D
      No Kaien na wiele rzeczy nie zwrócił wtedy uwagi :D

      Ale trójkąt z Saenem na pewno jeszcze będzie :)

      Usuń
    4. tak? czegoś jeszcze nie dopatrzyłam? :D

      jeeej! <3
      jestem pewna, że nie tylko z nim :>

      Usuń
    5. Wiesz, on się już pogodził z losem, że czasem będzie uległy. I nawet z tym, że się przyznał, że to lubi (od czasu do czasu). Ciekawe, co by było, gdyby Ren się dowiedział :D

      A tak w ogóle to cieszę się niezmiernie, że tak lubisz Kaczusię. <3

      Tak, na pewno nie tylko z Saenem i nie tylko trójkąty, ALE CIIIII ;)

      Usuń
    6. TAK! <3 niech Ren się dowie <3

      widzisz, jednak nie jestem taka zła :D

      awwwwwww......... :3 kocham Cię! <3

      Usuń
    7. Pomyślę o Renie :D
      Tak, jesteś bardzo dobra! :3

      Muszę się teraz skupić na shotach (i drugiej częsci notki Senju), bo Yuto i Saena już mam (wrzucę pewnie jutro), a potem... Mam nadzieję, że wszystko mi się uda, bo w listopadzie chciałabym zamieścić już "pewne notki" z okazji rocznicy bloga na blogspocie :D

      Usuń
    8. mam nadzieję, że Yuto i Saen nie w duecie?

      nie mam pojęcia, co knujesz, ale wierzę, że coś naprawdę fajnego :D

      Usuń
    9. Oj, nie, nie w duecie! :D Tak mi się niefortunnie napisało.
      No to spinam poślady :D

      Usuń
    10. uff... to mnie uspokoiłaś :D
      spinaj :>

      Usuń
  4. Przeczytałam już przedwczoraj w nocy, ale nie było czasu na komentarz, bo musiałam iść spać, żeby rano do roboty wstać.

    "- A po co? Opowiesz mi, jaki Ash jest cudowny i mądry? Zauważyłem - powiedziałeś, biorąc fajki." - Ale gimbo-zazdrość, w stylu: "Romek. Widziałam, że patrzysz, jak Gosia chowa kanapki do szafki! Zrywam z tobą, ciulu!", czy coś. :D

    "Ja popijałem mocną herbatę i przeklinałem siebie. Myślałem, że trochę się pomacamy, ale teraz bałem się nawet kaszlnąć." - :D

    "- Nie wiem. Chciałem być fajny.
    - Jesteś fajny.
    - Chciałem być jeszcze fajniejszy.
    - Aha." - :D

    PS. O! Da się skopiować tekst. Wczoraj się nie dało i musiałam każdy cytat przepisywać jak patafian. :(

    ~Arco Iris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, Arka, świetne porównanie :D Ale Kaien taki jest. Jak widzisz, walczy z tym :D

      *Jak by kaszlnął, to wiesz :D

      A nie wiem, czemu się nie dało kopiować. Ja nic nie blokowałam. Pewnie znowu bajery blogspota :D

      Usuń
    2. Babka dzisiaj do mnie: "Pani ja nie mogę rozmawiać, bo dziecko gimbus... Przywozi". :D

      ~Arco Iris

      Usuń

Kaczuszka dziękuje za Twój komentarz ^.^


Autorki-penetratorki: Orzech i Marchew.
2 kg 4 kg Abel Adam Agata Ash Babi baner bdsm Bianca bliźniak blokada seksualna boczki bondage ChaD Chloe Chris ciach ciach ciasteczka z "wróżbą" ciąża ciekawostki Dan Daniel Daren depakine depresja dominacja double Emil fani fartuszek fisting fobia foty w sieci Furi Gina gips głębokie gardło gumki gwałt gwóźdź programu hipomania HIV hotel impreza kac kaczuszka Kaien kamień kampania kanapki kara karteczki Ki-Ki kłótnia o leki koleś z klubu koncert konie Konrad koszmar koszulki Kot kroniki Kyu leki lesbijki lewatywa lit Lovely Lucyfer Makoto maliny mamuśka Mans Marcel Marchew masaż masażer prostaty masowanie brzuszka Matt mieszkanie Miles nagrania narkotyki Nick notka na medal notka świąteczna nowa praca nowy szef nowy wóz obowiązki domowe obraz odstawienie leków ogłoszenia parafialne Organizacja oświadczyny Patrick piercing w sutku Pierdzioszek pierścionek pierwszy raz plaża plotki pobicie podglądactwo podróż poślubna podwiązka podwójna penetracja pogrzeb pończochy poprawa Senju portret Kaiena porwanie Kota poświęcenie Senju potrącenie prezenty propozycja prostytucja próba próba gwałtu przebieranki przedawkowanie przekręt przemiana Kaiena przemówienie przeprowadzka przesłuchanie Yuto przysięga psychiatra PTSD quiz Reira Ren rocznica bloga rodzice Roy rzecznik prasowy Saen Saki Saya schizofrenia sen Senju seria shotów sesja sesja zdjęciowa siłownia slut spadek libido stalker stany mieszane striptiz sukienki suknia ślubna szantaż śmierć Yuto świadek Święta Święty Mikołaj tabletki tajemnica rodzinna tatuaż teamKot terapia test na HIV to tylko włosy tortury Toru trasa trawka trójkąt Tulku Tyler ujawnienie się uległość uległy domin urodziny utrata pracy ważna decyzja wiązanie wibrujące jajko wosk wybite szyby wydanie płyty wystawa Xavier Yoko Agyness yukata Yuki Yuto za dużo imion więc się nie zmieści zapiski Yuto zatrucie zazdrość zdjęcia zdominowany domin zmiana leków znaczenie zapachów żółta obroża